Spływy kajakowe to bardzo popularna forma spędzania wakacyjnego czasu. Cisza, bliskość natury i swoboda to ich główne atuty. Tymczasem machać wiosłem można nie tylko podczas letniej kanikuły. – Wiosenne i jesienne spływy są znacznie ciekawsze. Na rzekach nie ma tłumów, a przyroda oferuje nam wtedy bogatsze wrażenia – opowiadają zapaleni kajakarze. 

 

Po pierwsze bezpieczeństwo 

Niewielu jest tak doświadczonych kajakarzy, jak Krzysztof Kempisty. Na co dzień dziennikarz telewizji Polsat, a w wolnym czasie zapalony kajakarz i rzecznik tej aktywności. Od ponad 40 lat przemierza polskie rzeki z wiosłem w dłoni. Każdy wolny weekend stara się spędzać ze znajomymi i rodziną w kajaku. – Machanie wiosłem poprawia humor przez cały rok. Nieważne, czy świeci słońce, czy panują jesienne mgły i pada śnieg, bo każda pora ma swój klimat i swój urok. Najważniejsze to nie bać się wyjechać na spływ i chwycić za wiosło – zachęca, kiedy spotykamy się porozmawiać o kajakach. 

Nie da się jednak ukryć, że spływom najbardziej sprzyja lato. Słoneczny żar i chłodna woda zachęcają do wyruszenia po przygodę. Tłumy turystów w kajakach przemierzają wtedy Czarną Hańczę, Biebrzę czy Rospudę. – Kajakarstwo to wspaniały wypoczynek. Trzeba jednak pamiętać o podstawowej sprawie, a jest nią bezpieczeństwo. Bezwzględnie unikamy brawury i alkoholu, dlatego nie wypływamy po suto zakrapianym grillu – przestrzega Kempisty. – Nie próbujemy też pokonywać stopni wodnych na rzekach. Komuś się wydaje, że można łatwo przepłynąć takie trzydziestocentymetrowe spiętrzenie. Nic bardziej złudnego. Kajak wpada na nim w tak zwaną obrotówkę i siła odśrodkowa wyrzuca nas do rzeki. To są potężne masy wody, z których ciężko się wydostać. Dostajemy się w coś, co przypomina wodny młynek – przestrzega dziennikarz. 

Ruszając na spływ, warto się zaopatrzyć w kamizelkę asekuracyjną, która pomoże nam, gdy wpadniemy do wody. Jeśli płynie z nami dziecko, to musi już ją mieć obowiązkowo. – Kajak to bardzo wywrotny sprzęt. Łatwiej z niego wpaść do wody, niż nim płynąć. Przede wszystkim trzeba nauczyć się wsiadania i wysiadania. Z doświadczenia wiem, że ludzie najwięcej błędów robią, wychodząc z kajaka. Stawanie na jednej nodze i próba zadarcia drugiej na pomost w większości kończy się potężnym pluskiem. Najprościej jest podciągnąć się na rękach i jeśli to możliwe, dosłownie wysunąć się z kajaka na pomost. Ostatnie wychodzą zawsze nogi – tłumaczy Kempisty. 

Wybierając się na wakacje z wiosłem, powinniśmy także zadbać o tak zwaną rzutkę. To lina zakończona ciężarkiem i styropianem, którą rzucamy na ratunek komuś, kto wpadnie do rzeki. Taką osobę można wówczas przyholować do kajaka. – Pływanie po rzekach uczy nas tak zwanego czytania wody. Nie wpływamy tam, gdzie tworzą się wiry. Nie próbujemy przepływać leżących na wodzie grubych gałęzi. Takie przeszkody omijamy, robiąc „przenoszkę”, czyli łapiemy za kajak i przenosimy go kilka metrów lądem. Możemy też zaopatrzyć się w ręczną piłę lub siekierkę, którą damy radę usunąć mniejsze przeszkody z nurtu – instruuje Krzysiek. Wspomniane narzędzia, jak dodaje nasz rozmówca, przydają się na przykład podczas pierwszych wiosennych spływów na Czarnej Hańczy, gdy w wodzie zalega dużo gałęzi i drzew, które utrudniają przeprawę. 

Spływy kajakowe cieszą się dużą popularnością nie tylko latem, lecz także wiosną i jesienią.

 

Rzeką szybciej, na jeziorze spokojniej 

Przygodę z kajakarstwem najlepiej zacząć właśnie latem. Wtedy pływa najwięcej osób, w razie kłopotów zawsze można poprosić bardziej doświadczonego turystę o pomoc. I jak wyjaśnia Tomek, kajakarz z 10-letnim stażem, najłatwiej spływa się rzekami. Możemy pokonać 20 km, robiąc tylko kilka machnięć wiosłem. – Na rzekach trzeba być jednak uważnym i umieć rozpoznawać nurt. Jeziora są znacznie spokojniejsze. Jednak jeśli coś nam się stanie na środku wodnej tafli, jesteśmy zdani na siebie. Dlatego na jeziorach dobrze jest poruszać się przy brzegu. Wprawdzie trochę nadłożymy drogi, ale będziemy bezpieczniejsi – podkreśla. 

Nasze bezpieczeństwo zależy przede wszystkim od znalezienia rzeki odpowiedniej do naszych możliwości. Tu wachlarz mamy szeroki. Są te leniwie płynące i pięknie meandrujące rzeki płytkie i bezpieczne, ale też trasy szybkie, szerokie, z głębinami i przeszkodami. Jedną z najpopularniejszych rzek na Mazowszu jest Liw. W XV wieku wyznaczał granicę Księstwa Mazowieckiego i Wielkiego Księstwa Litewskiego. Dziś płynąc tą spokojną rzeką, podziwiamy nie tylko przyrodę, ale możemy zajrzeć też do odrestaurowanego zamku w Liwie. To wyjątkowa okazja na spotkanie z ciekawą historią regionu. – Wprawdzie Liw jest bardzo urokliwy, ale i dość kapryśny. Przed wyruszeniem należy sprawdzić poziom wody. Tę rzekę warto wybrać wiosną lub na jesieni, bo w lipcu i sierpniu właściwie nie nadaje się do spływu, wtedy więcej się Liwem idzie, niż płynie – śmieje się Krzysiek. 

Równie popularny mazowiecki Świder to wariant dla obytych z kajakarstwem. Wbrew pozorom ta niezbyt szybka rzeka jest dość trudna. Mocno meandruje, ma dużo wypłyceń, ale też niespodziewanych głębin. – Bywa tak, że z jednej strony kajaka mamy wodę na kilkanaście centymetrów, a z drugiej półtorametrową głębię – słyszę od doświadczonego kajakarza. Wspaniałą rzeką do spływania jest Wkra. Na całej długości płynie spokojnym nurtem, nie meandruje i nie ma wirów. Na brzegu znajduje się też dużo turystycznej infrastruktury. – Może nie jest to najczyściejsza rzeka, tak przezroczysta, jak Krutynia. Bardzo dobrze nadaje się do stawiania pierwszych kajakowych kroków. 

Bardziej doświadczonym osobom polecam pomorską Brdę. To szybka rzeka, można nią płynąć długie odcinki. Na szlaku jest masa jezior, co gwarantuje urozmaicone widoki. Przepięknie też meandruje pośród wspaniałych Borów Tucholskich. Nad Brdą jest też dużo miasteczek, gdzie można zrobić zakupy. 

Ci, którzy wolą trudne wodne szlaki, powinni wybrać Pisę Warmińską. To bardzo urokliwy, choć wymagający nurt. Podobny jest górny odcinek Łyny. Choć rzeka płynie niedaleko Olsztyna, to ma tutaj górski charakter. Mijamy kaniony, przełomy, w nurcie często zdarzają się drzewa i kamienie. Woda jest krystalicznie czysta. – Atrakcję stanowi spływ przez rezerwat Las Warmiński. Można tam podziwiać kurhany sprzed dwóch tysięcy lat oraz niezwykle bogatą przyrodę. Natomiast Łyna za Olsztynem jest już w miarę spokojna. Niestety, osady denne, które przez lata się w niej nagromadziły, potrafią być uciążliwe zapachowo, zwłaszcza dla kogoś, kto zbyt mocno wiosłem miesza wodę. Mimo wszystko to fajny i bardzo mało uczęszczany szlak. Jeśli ktoś ma ochotę zobaczyć dzicz, to polecam Dolną Łynę – rekomenduje Krzysiek. 

Kajakiem w siną dal_1

Fot. Tomasz Dębiec

Prawie jak Krupówki

Czarna Hańcza to wręcz kultowa do spływania rzeka. Trasa zaczyna się od klasztoru pokamedulskiego na jeziorze Wigry i prowadzi do kanału Augustowskiego. Latem rzeka jest bardzo popularna. – W sezonie dziennie płynie nią kilkaset kajaków, a największy ruch panuje w lipcu. To takie suwalskie Krupówki. Bywa, że na rzece tworzą się kajakowe korki. Z pomostów odbywa się sprzedaż bułeczek, jagodzianek, wina i nalewek. Jeśli ktoś lubi takie komercyjne klimaty, może płynąć w środku dnia. Ci jednak, którzy cenią ciszę i dziką przyrodę, powinni się wybrać na spływ wczesnym rankiem – radzi Rafał Łapiński, fotograf przyrody mieszkający nad jeziorem Wigry. – Wtedy zobaczyć można przy brzegu wilki, rysie, łosie, czaple białe, czaple siwe, nurogęsi, gągoły, krzyżówki, samotniki i zimorodki – wylicza.

Łapiński podkreśla jednak, że najpiękniej jest na Czarnej Hańczy jesienią zaraz po wschodzie słońca. – Płyniesz rzeką, mgły się delikatnie rozpraszają i nagle zaczynają dookoła ryczeć jelenie. Rykowisko nad Czarną Hańczą jest magiczne i zawsze robi niesamowite wrażenie – opowiada. 

Na takie przyrodnicze spływy o poranku wyrusza również Ireneusz Bielak, dla niego obcowanie z przyrodą jest największą wartością. – Wczesny świt, na wodzie nie ma jeszcze ludzi, ptaki nie są wypłoszone, a wokół cisza, spokój. Wtedy można odpoczywać i fotografować – opowiada. 

W kajaku wraz z rodziną i znajomymi przepłynął między innymi Tanew, Wieprz, Liwiec, Bug, Biebrzę i Narew. Od wielu lat pasjonuje się fotografią krajobrazowo-przyrodniczą, a spływy są doskonałą okazją, żeby uchwycić piękno dzikiej przyrody. – Ostatnio pływałem po Wieprzu. W trzy godziny zrobiliśmy około dziewięć kilometrów, płynąc pięknymi zakolami. Chwilami jednak nurt był tak wartki, że musiałem się nieźle zaprzeć, żeby zrobić zdjęcie – opowiada. To między innymi z powodu bystrego nurtu rzek Irek zabezpiecza swój aparat. Trzyma go w specjalnym plastikowym pokrowcu, gdyby więc wyleciał z kajaka, woda się do niego nie dostanie. – Płynąc kajakiem, głównie fotografuję krajobrazy. Czasem trafi się polująca przy brzegu czapla czy siedzący w trzcinach bąk. Oglądanie przyrody z tak bliska niesamowicie odpręża i relaksuje – podkreśla Bielak. 

Podobną popularnością jak Czarna Hańcza cieszy się mazurska Krutynia. – Tam ciężko wypaść z kajaka, bo zwykle wpada się do drugiego, który płynie obok. Ludzi jest naprawdę dużo – śmieje się Krzysiek Kempisty. W sezonie to jedna z najpopularniejszych tras kajakarskich. I nic dziwnego, gdyż jest bardzo ładna, a jej nurt spokojny, można więc wybrać się na spływ z całą rodziną. – Najładniejszy fragment trasy zaczyna się od ośrodka PTTK Bieńki. Z jeziora Białego przepływamy Babięcką Strugą do jeziora Kośno przepięknie obrośniętego sosnowym lasem. Kończy się ono szuwarami, przez które trzeba szukać drogi. Przedzieranie się przez wysokie trzciny jest dość dużym wyzwaniem. Niewiele osób wie, że na tej rzece pobudowano most imienia Haliny Frąckowiak. Nazywa się Mały Elf, tak jak brzmi tytuł jednej z jej słynnych piosenek – kończy opowieść Krzysztof.

Portal wykorzystuje pliki cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich zapis lub wykorzystanie.
Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce Prywatności.
Akceptuję politykę prywatności portalu. zamknij