Zaintrygowani naukowcy rozpoczęli skomplikowaną procedurę badań DNA znaleziska, które wizualnie nie pasowało do szczątków żadnego ze znanych im gatunków. Wyniki były zaskakujące – porównanie materiału genetycznego z próbkami pochodzącymi od innych zwierząt żyjących na terenach współczesnej Syrii w minionych tysiącleciach wskazało, że w królewskim grobowcu odnaleziono szczątki mieszańca samicy osła zwyczajnego z samcem kułana syryjskiego. Kułan to gatunek dzikiego osła wymarły w latach 20. ubiegłego wieku, który zamieszkiwał tereny od Palestyny aż do Iraku. Co ciekawe, tajemnicze, zbliżone budową do odkrytych mieszańców zwierzęta pojawiały się już wcześniej na zachowanych pieczęciach, sztandarach i rycinach z terenów starożytnej Syrii i Mezopotamii oraz na glinianych tabliczkach z okresu brązu, na których zaprzęgnięte były do królewskich rydwanów. Ich posiadanie było zatem wyznacznikiem władzy i bogactwa. Prowadzący badania paleontolodzy wskazują, że stworzenia te łączyły najlepsze cechy obydwu gatunków – po dzikich przodkach były szybkie i sprawne, a po udomowionych osłach odziedziczyły spokój i opanowanie. Otrzymały swoją oficjalną zoologiczną nazwę – kunga i uznane zostały za najstarszą znaną na świecie hybrydę stworzoną świadomie przez człowieka.

Polacy nie gęsi

Hybrydy to potomkowie krzyżujących się między sobą osobników różnych ras w obrębie jednego gatunku, należących do różnych gatunków, a nawet rodzajów. Warunkiem koniecznym wydania na świat potomstwa jest bliskie pokrewieństwo genetyczne rodziców. Krzyżowanie może być procesem naturalnym, zachodzącym spontanicznie w przyrodzie lub świadomie prowadzonym przez człowieka. Sukcesy na polu hybrydyzacji mają i Polacy. W 1847 roku ziemianinowi z okolic Grodna Leopoldowi Walickiemu udało się skrzyżować samicę domowej krowy z bykiem żubra. W ciągu 12 lat w jego hodowli urodziło się kilkanaście takich mieszańców, wśród których znalazł się jeden, jak się okazało jedyny na świecie, płodny byk. Celem eksperymentów było stworzenie silnych i przydatnych do prac gospodarskich zwierząt. Walicki swoich prób z niewiadomych przyczyn zaniechał. Do krzyżowania krów z żubrami powrócono w latach 50. ubiegłego wieku w płockim zoo, a następnie w Zakładzie Badań Ssaków Państwowej Akademii Nauk w Białowieży. W ośrodku tym do 1976 roku urodziło się 71 mieszańców żubrów i krów polskich ras. Genetyczny eksperyment musiał z pewnością rozgrzewać społeczeństwo. W 1969 roku tygodnik „Przekrój” ogłosił otwarty konkurs na nazwę dla nowego gatunku. Wygrało słowo żubroń, które obowiązuje do dzisiaj.

Na przełomie 70. i 80. lat pojawił się także pomysł masowej hodowli. Ojcem sukcesu był dr Edward Sumiński, lekarz weterynarii zajmujący się wówczas hodowlą koni w jednym z wielkopolskich PGR-ów, a po godzinach pasjonat krzyżowania zwierząt. Na szczeblu partyjnym ustalono, że hodowlą masową zwierząt zajmą się państwowe gospodarstwa rolne. Cel był ambitny – polskie hybrydy miały zachwycić świat, a dewizowy dochód z ich sprzedaży pomóc dźwignąć polską gospodarkę. Nowo powstały mieszaniec był odporny na ciężkie warunki pogodowe, niepodatny na nękające jego rodziców choroby, a do tego jego utrzymanie nie wymagało żadnych nakładów finansowych. Zwierzęta żyły na nieużytkach, na otwartych przestrzeniach, nie potrzebowały rozbudowanego zaplecza, a nawet karmy, bo potrafiły jak żubry same zadbać o pożywienie. Poza tym szybko rosły, osiągały masę nawet 1,2 tony i były źródłem dużej ilości smacznego i pozbawionego cholesterolu mięsa. Istna rewolucja w centralnie planowanej gospodarce rolnej.

Czerpiąc ze swoich doświadczeń, Sumiński opracował metodę rozrodu, bo jak się okazało, skojarzenie byka żubra z krową hodowlanej rasy nie było wcale proste. Tajemnicę sukcesu chcieli poznać nie tylko hodowcy ze Związku Radzieckiego, ale i zza żelaznej kurtyny – z zachodnich Niemiec, Szwecji oraz Włoch. 

Wraz z upadkiem systemu upadła również idea masowej hodowli. Dzisiaj pozostały po niej jedynie pojedyncze i rozproszone po kraju stada. 

 

Małe kroki ewolucji_żubroń

Żubroń to mieszaniec bydła domowego z żubrem. W czasach PRL zastanawiano się nad ich masową, kontrolowaną hodowlą.

(Fot. AdobeStock/CCat82)

 

 

Nasze mieszańce

Hybrydyzacja najpowszechniej rozpoznana jest u kotowatych. Grupa naukowców z siedmiu krajów przez kilkanaście lat przebadała genomy dużych, dziko żyjących kotowatych: lwów, tygrysów, irbisów, lampartów oraz jaguarów, czyli należących do rodzaju lampart gatunków, których różnicowanie rozpoczęło się 4,6 mld lat temu. Opublikowane w 2017 roku wyniki wskazały, że mają one około 13 tys. wspólnych genomów, co umożliwia im łatwą hybrydyzację. 

Na wspólnej „genetycznej historii” korzystają, nie zawsze etycznie, ogrody zoologiczne, prywatne hodowle i kolekcje. Pełne są leoponów, czyli krzyżówek tygrysa z lwicą, jaglewów, czyli potomków jaguarów i lwów, czy tyglewów, mieszańca samca tygrysa z lwicą. Wszystkie one jednak rodzą się w niewoli, a przedstawiciele tych egzotycznych z punktu widzenia zoologii i słowotwórstwa gatunków nie są spotykani w naturze. W Polsce wielkich kotów nie ma, mamy za to własne krzyżówki. Przekonał się o tym pewien mieszkaniec okolic Mszany Dolnej w województwie małopolskim. W maju tego roku został zaatakowany na własnej posesji przez zwierzę, które później zidentyfikowano jako mieszańca kota ze żbikiem. Zwierzę charakteryzowało się nietypowymi dla domowych kotów rozmiarami, a niespotykana agresja mogła być wynikiem choroby, być może wrodzonej. Wprawdzie atak kotożbika na człowieka to rzadkość, jednak mieszaniec ten na poważnie zagraża populacji żbika w Polsce, którą szacuje się jedynie na około 200 sztuk. Krzyżowanie prowadzi do rozmywania żbiczych genów i narażenia dzikich kotów na choroby typowe dla dachowców.

Zaniepokojenie naukowców budzą także wilczaki, czyli mieszańce wilków i psów. Powstają najczęściej, kiedy w wilczym stadzie zabraknie samca, a będąca w rui samica natknie się na bezpańskiego psa. Dostrzegająca problem Komisja Europejska w wydanych „Wytycznych dotyczących ścisłej ochrony gatunków zwierząt będących przedmiotem zainteresowania Wspólnoty na podstawie dyrektywy siedliskowej” (2021/C 496/01) podkreśliła, że hybrydyzacja wilków i psów jest poważnym zagrożeniem dla ochrony tego pierwszego. „Jako rodzaj hybrydyzacji antropogenicznej hybrydyzacja wilka i psa nie jest naturalnym procesem ewolucyjnym, w przypadku którego hybrydy powinny podlegać środkom ochronnym” – napisano w dokumencie i podkreślono, że problem należy rozwiązać, korzystając z odpowiednich planów oraz narzędzi zarządzania. Według KE hybrydyzacja nie wynika tylko ze wzrostu liczebności wilka, ale także dużej liczebności bezpańskich psów, co daje wiele możliwości spotkań osobników dwóch gatunków. Mimo to Komisja podkreśla, że wilczaki nie powinny mieć statusu zwierząt łownych, gdyż mogłoby to dawać pretekst do celowego zabijania wilków, które od swoich mieszanych potomków na pierwszy rzut oka różnią się jedynie umaszczeniem. Wilczo-psie mieszańce uznawane są za wilki w pierwszym i drugim pokoleniu, w Polsce, tak jak dzicy przodkowie, podlegają ochronie. Na ich odstrzał w wyjątkowych przypadkach, na przykład agresji w stosunku do ludzi, zgodę wydaje Generalny Dyrektor Ochrony Środowiska. 

W Polsce kwestie prawne związane z hybrydami reguluje ustawa o ochronie przyrody oraz różnego rodzaju rozporządzenia z zakresu zootechniki. Prawo to jednak bywa nieprecyzyjne, o czym w 2013 roku przekonał się pewien rolnik, którego Sąd Rejonowy w Legnicy na posiedzeniu bez udziału stron skazał na grzywnę, uznając go za winnego rozmnożenia zwierząt w wyniku skrzyżowania lochy świni domowej z dzikiem. W odwołaniu od wyroku skazany wyjaśnił, że posiadane przez niego młode świniodziki nie są jego dziełem, a wynikiem sprytu lochy, która na dwa miesiące uciekła z chlewu i wróciła prośna. Po jakimś czasie po powrocie do chlewika urodziła całe stadko nieprzypominających zwykłych prosiaków młodych. Sąd odwołanie rolnika uwzględnił i wyrok unieważnił.

Siła napędowa

Naukowcy szacują, że w przyrodzie krzyżuje się ze sobą od 5 do 10 proc. gatunków zwierząt. Dysponując wiedzą na temat budowy DNA oraz zasad przenoszenia genów, potrafią doskonale opisać i wyjaśnić ten proces. Badający kwestię hybrydyzacji traszek dwóch gatunków występujących w Polsce, których linia rozdzieliła się 3 mln lat temu, a mimo to potrafią mieć płodne potomstwo, dr Wiesław Babik, biolog ewolucyjny z Uniwersytetu Jagiellońskiego, skupił się na tzw. MHC, czyli genach zgodności tkankowej. U ludzi odpowiedzialne są one między innymi za odróżnianie swoich komórek od obcych, a w efekcie przyjmowanie lub odrzucanie przeszczepów. Jak mówił w rozmowie z Polską Agencją Prasową, żeby geny te spełniały swoją funkcję, „potrzebna jest ich bardzo duża różnorodność w obrębie gatunku. Każda nowa forma genu MHC zwiększa szanse na rozpoznanie pasożyta, którego inni by nie rozpoznali. W ten sposób osobniki zyskują przewagę nad innymi”. To właśnie rozmnażanie dwóch różnych gatunków umożliwia wzbogacenie genów o MHC, które z łatwością przechodzą między gatunkami. Jak wskazuje biolog, z każdym kolejnym pokoleniem geny, które są korzystne dla danego gatunku, zyskują na znaczeniu. 

Zwierzęta z reguły jednak unikają mieszania genów. Przyczyna jest prosta – uznają, że potomstwo może okazać się mniej atrakcyjne dla potencjalnych partnerów albo gorzej sobie radzić w życiu, co może zagrozić istnieniu gatunku. Przykładem jest historia z lat 50. ubiegłego wieku, kiedy to dwóch sprzedawców przynęt wędkarskich sprowadziło do Kalifornii z Teksasu i Nowego Meksyku płazy przypominające nasze salamandry, ambystomy tygrysie wyróżniające się spośród innych odmian tego gatunku czarnymi grzbietami i wielkością. Przywiezione osobniki były dwa razy większe od zamieszkujących izolowane stanowiska miejscowych. Cieszyły się olbrzymią popularnością pośród lokalnych wędkarzy, jednak szybko okazało się, że gatunek ten z powodzeniem krzyżował się lokalnym, a ich potomstwo było lepiej przystosowane do życia od rodziców. Populacji ambystomy kalifornijskiej groziło wyginięcie. 

Wspomniany dr Babik należy do grona badaczy, którzy uważają, że dalsze rozpoznawanie zagadnień związanych z genami MHC i hybrydyzacją jest nadzieją dla zagrożonych gatunków, zwłaszcza dla ich niewielkich populacji. W przytoczonym wywiadzie stwierdził, że „w ekstremalnych przypadkach już krzyżuje się zagrożony gatunek z gatunkiem do niego najbardziej podobnym”, a „badania pokazują, że czasem korzyści mogą przeważyć nad kosztami”. 

Najlepszym potwierdzeniem jego słów są posiadające komplet wspólnych genów północnoamerykańskie niedźwiedzie polarne i grizzly. Ich mieszańce, nazywane, a jakże, pizzly, spotykane były w niewoli, jednak przez długi czas trudno było udowodnić, że do hybrydyzacji dochodzi także w warunkach naturalnych. Przełomowym był 2006 rok, kiedy to kanadyjski myśliwy upolował zwierzę, które, o czym był święcie przekonany, było niedźwiedziem polarnym. Zdziwił się, kiedy wśród jasnego futra ujrzał kępki ciemnego włosia, a przy bliższych oględzinach okazało się, że niedźwiedź ma także nietypową dla swojego gatunku sylwetkę – dłuższe łapy i wygięty grzbiet. Upolowany okaz był naturalnie urodzoną hybrydą. Wszystko wskazuje na to, że w wyniku postępującej zmiany klimatu grizzly będą się zapuszczać coraz bardziej na północ, a niedźwiedzie polarne na południe. Coraz częściej będzie dochodzić do kontaktu, także tego płciowego, a mieszańców zacznie przybywać. 

Gdzie jedni widzą zagrożenie gatunku i opowiadają się za eliminacją hybryd, tam inni dostrzegają ich szansę, wskazując, że w obliczu rosnących temperatur i roztapiania się lądolodu przetrwanie niedźwiedzia polarnego będzie zależało od tego, czy będzie potrafił przystosować się do życia w innych warunkach.

Według dr. Babika „mieszańce służą jako mosty do przenoszenia genów”. To z kolei nosi znamiona ewolucji i wszystko wskazuje na to, że może prowadzić do powstawania całkiem nowych gatunków, a tego nie da się już zatrzymać. 


Małe kroki ewolucji_skrzekot

(Fot. AdobeStock/Jan)

Skrzydlaci mieszańcy 

Według badań naukowych wśród ptaków najwięcej hybryd występuje u kaczek i gęsi. Wskaźnik hybrydyzacji u ich przedstawicieli wynosi około 40 proc. Mieszańce liczne są też wśród dzięciołów, zwłaszcza dzięcioła dużego i białoszyjego. Najmniej chętnie międzygatunkowo krzyżują się sowy (wskaźnik hybrydyzacji 1 proc.). 

Kiedy jedne gatunki w hybrydyzacji znajdują szansę na lepsze życie, dla innych jest ona zagrożeniem. Ornitolodzy szacują, że spośród kilkunastu żyjących w Polsce par orlika grubodziobego jedynie około dziesięciu jest czystej krwi. Ten skryty, unikający ludzi i zamieszkujący odizolowane mokradła gatunek krzyżuje się ze swoim bliskim krewnym – związanym z łąkami orlikiem krzykliwym. Przyczyną jest między innymi poszukiwanie potencjalnych partnerów z dala od swoich naturalnych, zanikających siedlisk.

W tym roku w Niemczech zaobserwowano przedziwną parę, która wywołała dużą sensację. Wspólny lęg wyprowadziła samica bociana czarnego i samiec białego. Pisklęta tej pary były szaro-czarne. Za około trzy, cztery lata okaże się, czy takie mieszane potomstwo będzie płodne. Z informacji przekazywanych przez niemieckich ornitologów wynika że dużym problemem był odrębny behawior gatunków. Każdy z partnerów budował gniazdo tak jak jego „dziad i pradziad”, co nie spotykało się z uznaniem drugiej strony. Po wykluciu się młodych zarówno samica, jak i samiec przynosiły do gniazda jedzenie, jednak każdy dostarczał inny zestaw. Samica przylatywała z niedużymi rybami, a samiec z bezkręgowcami czy płazami. 

 

Portal wykorzystuje pliki cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich zapis lub wykorzystanie.
Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce Prywatności.
Akceptuję politykę prywatności portalu. zamknij