Wieczorny spacer po wrzosowisku lub zrębie może zaowocować niecodziennym spotkaniem. Lelka prędzej jednak usłyszymy, niż zobaczymy. Terkocze, siedząc na gałęzi (siada wzdłuż niej, a nie w poprzek) niczym tenor na scenie. Przyznajmy, niezbyt to melodyjna pieśń, przypomina bowiem pracujący silnik („erro-rroor”) lub odgłos wydawany przez... turkucia podjadka. Monotonnemu „mruczeniu” podczas lotu towarzyszy „klaskanie” skrzydeł wyposażonych (u samców) w „światła pozycyjne” – białe plamki odbijające ostatnie promienie zachodzącego słońca. Samce nawołują wybrankę krótkim „hejt”, a spłoszone wydają ochrypłe „chrak”.

Spłoszyć je jednak można dopiero, kiedy znajdziemy się bardzo blisko, można by sądzić, że za blisko. Obdarzone przez naturę doskonałym ubarwieniem kryptycznym (maskującym), do ostatniej chwili, z zamkniętymi oczami, nieruchomo tkwią na posterunku, dzięki czemu są naprawdę trudne do wypatrzenia.

Lelki siadają na gałęzi zupełnie inaczej niż inne ptaki – wzdłuż niej, a nie w poprzek, dzięki czemu ich sylwetki doskonale zlewają się z otoczeniem.

W Polsce ptaki te wyprowadzają przeważnie dwa lęgi w roku. Pierwszy już w  maju, po kwietniowym powrocie z zimowisk we wschodniej Afryce czy na zachodzie tego kontynentu w strefie podrównikowej, drugi najwcześniej pod koniec czerwca. Na Czarny Ląd wracają już we wrześniu.

Samica składa dwa nieduże (3 × 2 cm) jaja wprost na gołej ziemi, na kamieniach, piasku, na odłamkach kory czy opadłym igliwiu. To zadziwiające, że leżą tak na widoku – choć i im natura nie poskąpiła kamuflażu w postaci szarych i brązowych plamek – a ich matce (lub ojcu, bo zdarza się, że rodzice wysiadują na zmianę) najzupełniej nie przeszkadza niezbyt wygodne, spartańskie leże. Kiedy prowizoryczne gniazdo zainteresuje niebezpiecznego intruza, rodzić opuszcza je, odbiega, i, udając rannego, odciąga go od lęgu. To sprytna strategia, bowiem drapieżnik chętniej połakomi się na pozornie łatwą, „ranną” zdobycz niż na dwie skromne przekąski, które – w łowieckim zapale – być może początkowo nawet przeoczył.

PIASEK, ŚWIATŁO I KĘPKA WRZOSU

Wymagania siedliskowe naszego bohatera nie są zbyt wygórowane. Lelki preferują tereny mozaikowe, świetliste bory mieszane i suche z porębami, piaszczystymi wydmami czy wrzosowiskami, unikają zaś zwartych lasów liściastych i terenów podmokłych. Dobrze się czują zwłaszcza na byłych poligonach wojskowych, jak np. w Rembertowie (peryferyjna dzielnica Warszawy) czy na Podkarpaciu, gdzie odnotowano zadziwiająco dużą liczebność tego gatunku, sięgającą ponad 40 par na 10 km2. Warto zaznaczyć, że terytorium jednej, monogamicznej pary w okresie lęgowym wynosi zazwyczaj 1–1,5 ha.

Charakterystyczna cecha tego gatunku – nieproporcjonalnie wielka paszcza – ułatwia lelkowi pożeranie dużych (uwzględniając rozmiary łowcy) zdobyczy, jak motyle nocne czy chrząszcze. Zjadając owady, lelek staje się naturalnym sprzymierzeńcem leśników. Amator brudnicy mniszki czy guniaka czerwczyka jest w stanie przelecieć nawet do 7  km w  poszukiwaniu ulubionych przysmaków. Poluje w locie, lotem jaskółczym, ślizgowym. Ale potrzebuje czatowni, której rolę mogą pełnić gałęzie poziomo wyrastające z pnia sosny.

OCHRONA „PRZY OKAZJI”

Lelki występują w niemal całej Europie, z wyjątkiem północnych krańców Skandynawii. W  Polsce są nieliczne, choć obserwuje się je w całym kraju z wyjątkiem terenów użytkowanych rolniczo (np. Żuławy) czy gór wyższych niż 900 m n.p.m.

Liczebność krajowej populacji ocenia się na 8–12 tys. tokujących samców, zaś jej trendy rozwojowe nadal nie są poznane. Populację europejską szacuje się na 1,23–2,2 mln osobników, co stanowi ok. 40 proc. populacji światowej.

Przestraszony lelek mruży oczy, a otoczenie obserwuje przez wąskie szczeliny między powiekami.

Gatunek ten objęty jest ochroną ścisłą i podlega ochronie czynnej. Z uwagi na to, że został wymieniony w pierwszym załączniku do dyrektywy ptasiej, w naszym kraju wyznaczono liczne obszary Natura 2000 służące ochronie jego najcenniejszych ostoi. W ramach planów zadań ochronnych (PZO) obszarów Natura  2000, ustanawianych przez regionalnych dyrektorów ochrony środowiska, wyznacza się wiele działań ochronnych wykonywanych m.in. przez leśników. Przykładów dostarczają np. PZO Puszczy Białej (nadleśnictwa: Ostrów Mazowiecka, Wyszków i Pułtusk, część nadleśnictw Jabłonna i Ostrołęka), gdzie populację lelka oszacowano na 100–150 osobników.

Celem działań ochronnych jest utrzymanie w granicach obszaru Natura 2000 odpowiedniego udziału siedlisk optymalnych dla lelka. Zalicza się do takich zręby zupełne, uprawy i  młodniki na siedliskach borów – świeżego i mieszanego – w wieku do 15 lat. Powierzchnia takich siedlisk powinna wynosić tam co najmniej 2500 ha. Co trzy lata na terenie każdego obszaru prowadzone jest liczenie kontrolne, polegające na wabieniu z wykorzystaniem nagranego godowego głosu lelka.

Lelkowi sprzyjają zatem zadania wynikające z prowadzenia zrównoważonej gospodarki leśnej, w tym wykonywania – w wybranych miejscach – zrębów zupełnych. Utrzymanie siedlisk, które preferuje, planowanie czyszczeń w młodnikach sosnowych poza okresem lęgowym i  prześwietlanie drzewostanów to działania niewymagające wielkich nakładów, a dla lelka mogą okazać się zbawienne. Prace prowadzone na rzecz ochrony torfowisk, muraw kserotermicznych i wrzosowisk, na lelka również wpływają dobroczynnie. Gatunek ten z powodzeniem może „skryć się też pod parasolem” działań służących ochronie innych gatunków zwierząt, z którymi dzieli te same nisze ekologiczne, jak np. cietrzewi.

DLACZEGO KOZODÓJ? 
Wybitny ornitolog prof. Jan Sokołowski w swoim fundamentalnym dziele „Ptaki ziem polskich” umieścił lelka zwyczajnego pod nazwą kozodój, ponieważ pierwszy człon łacińskiej nazwy tego gatunku – Caprimulgus europaeus – oznacza dosłownie „dojący kozy”. Wywodzi się to od dawnego wierzenia, jakoby pod osłoną nocy lelki doiły kozy. Wyjaśnienie obecności lelków w pobliżu wypasanych zwierząt jest jednak bardzo prozaiczne – bydło zwabia owady będące podstawą pożywienia tych ptaków. 
W mrocznym świetle przedstawił lelki amerykański autor powieści grozy Howard P. Lovecraft. W jego opowiadaniu „Koszmar w Dunwich” masowo zlatują się w pobliże domu konającego, by porwać duszę ofiary. Mityczne „zwyczaje” kozodojów poruszył także Andrzej Sapkowski w sadze o Wiedźminie.

Portal wykorzystuje pliki cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich zapis lub wykorzystanie.
Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce Prywatności.
Akceptuję politykę prywatności portalu. zamknij